• facebook

Słowo Marka Gaszyńskiego po Koncercie Jubileuszowym 75 lat ZAKR

24 Sty Słowo Marka Gaszyńskiego po Koncercie Jubileuszowym 75 lat ZAKR

Drodzy koledzy i przyjaciele!

Dopiero kilka dni temu obejrzałem nasz koncert jubileuszowy. Koncert był wyjątkowy, miał cechy spotkania zorganizowanego przez przyjaciół dla przyjaciół. Był serdeczny, niemal rodzinny,  to nie była pełna pychy i dumy gala, nie było tam blichtru, glamu, wzajemnego zachwalania, epatowania sukcesami, poklepywania po plecach, a przy okazji nieszczerych spojrzeń, fałszywych wyznań, dwuznacznych uwag. Spotkaliśmy się by cieszyć się tym, że możemy pracować razem, i że ta wspólnota sprawia nam przyjemność, daje satysfakcję, bo czujemy że jesteśmy potrzebni sobie i innym.
Z prawdziwą radością brałem udział w posiedzeniach Zarządu, i czułem, że nasze rozmowy, spory, komentarze czemuś służą. Jeśli nie teraz, to kiedyś na pewno.
Okazało się, że coś potrafimy, że nadajemy się nie tylko do samotnej pracy z nutami lub czystymi kartkami papieru, ale potrafimy pracować zespołowo, i – co jest ważne – nie tylko dla pieniędzy, nagród, zaszczytów, ale także dla samej przyjemności wspólnego tworzenia. Myślę i piszę „my”, choć akurat ja najmniej się do tego koncertu dołożyłem. Nie jestem upoważniony do oceny ani Waszych  działań, ani wypowiedzi,  ale również nikt mi tego nie zabroni. I nie będzie to żadna ocena, tylko forma podziękowania.
Wszystkich nas zmobilizował Prezes Mamcarz i on poderwał nas do akcji. Widzieliśmy jak zależy mu na tym koncercie, jak zorganizował przygotowania, stworzył scenariusz, koncepcję całości, bo to przecież normalne, że chciał na wejściu pokazać, na co go stać, co potrafi i czym zasłużył na Prezesurę. Repertuar  to zapewne nie wyłączna jego praca – myślę, że każdy z Was coś mu podrzucił do wykorzystania, a on z tych klocków zbudował całą wieżę.
O nowym prezesie bardzo serdecznie powiedział ex-prezes Dzikowski. Na ogół prezes odchodzący z rezerwą mówi o następcy, ale tu padły szczere słowa i prawdziwe życzenia udanych kadencji, wzmocnione obietnicą pomocy.
Konferansjerzy byli bardzo sprawni, czasem bardziej niż artyści, byli biegunowo różni. Mamcarz spokojny, skupiony, rzeczowy, a Sławek Wierzcholski był wiecznie młodym chłopcem, trochę niesfornym, ale pełnym lekkości i wdzięku MC.
Bardzo dużo pracy wniósł Robert Obcowski: stworzenie orkiestry, rozpisanie aranżacji, cała logistyka przygotowania orkiestry, ustalanie tempa, brzmienia. Wszystko zagrało perfekcyjnie, czysto, klarownie.
Trzej śpiewający gitarzyści spinali estradową różnorodność: Piotr Bakal, niezwykle spokojny człowiek przyciąga uwagę słuchacza rozsądnymi tekstami, i twarzą, której można zaufać,  Staś Klawe romantyczny do przesady, gdy pracował w sekretariacie generalnie był niemal technokratą, gdy występuje delikatny jak meduza, i Marek Majewski, który dba by nie było zbyt romantycznie ani zbyt wesoło, wyśpiewuje piosenki, które potem bezustannie błądzą po naszych głowach, w swych tekstach logiczny aż do bólu. Tylko on potrafi złapać taki kontakt z ludźmi, jeśli mu się jeszcze chce. A z Bogusia Nowickiego, że jest z nami, że był i będzie jak opoka, tryskała naturalna radość estradowa.
Mietek Jurecki, to dzieło samodzielne, w którym wszystko pracuje jak w zegarku, każda część osobno, ale razem, potrafi mówić, liczyć, pisać, rysować, grać, śpiewać, kierować, konstruować, sumować, oszczędzać, wydawać – nie wiem, wychodzić z kryzysu, zaradzić.
A nad umowami, rozliczeniami, sprawami biurowo-księgowymi czuwała nasza niezastąpiona Sekretarz Biura Pani Magda.

Napisałem  tylko o tych wykonawcach koncertu jubileuszowego, którzy w poprzednich kadencjach tworzyli razem ze mną Zarząd ZAKR. Nie dlatego, że darzę ich nadzwyczajną sympatią czy miłością, ale dlatego, że ich lepiej znam, znam ich twórczą duszę i  estradowe ciało. Tylko wtedy piszę o człowieku, w innym wypadku mógłbym napisać coś nieprawdziwego.
Na koniec powinienem  wyjaśnić dlaczego w ogóle piszę o tym koncercie. A dlatego, że nikt inny nie napisał o nim ani słowa  i kiedyś, kiedyś, gdy ktoś sięgnie do archiwum ZAKR. znajdzie różne inne rzeczy, a o nas NIC.
I jeszcze naszła mnie taka refleksja na temat ZAKR., ludzi ZAKR. w minionych dekadach, że  dla polskiej  muzyki zrobiliśmy tyle, ile można było zrobić. Więcej się nie dało. Piszę „myśmy” bo też w tym uczestniczyłem ze wszystkich sił, i Krzysztof Dzikowski też i Ryszard Poznakowski. Jest już nas niewielu, ale ja będę to powtarzał zawsze jak pacierz, jak mantrę, jak Poczet Królów Polskich.

Marek Gaszyński